Miejscowości

Wiadomości

Maciek

Maciek

Agnieszka i Włodek Bilińscy są małżeństwem, które prowadzi pasjonujące życie fotografów. Wykonane przez nich zdjęcia z licznych podróży po Polsce, Europie, Kamczatce, Wyspach Kanaryjskich czy Małych Antylach są publikowane w wielu czasopismach, albumach, kalendarzach, przewodnikach i pocztówkach, wykorzystuje się je również jako ozdoby licznych wnętrz. Z życia Agnieszka i Włodek czerpią wszystko to, co najlepsze. Oprócz robienia zdjęć, piszą także artykuły o tematyce podróżniczej i prowadzą stronę internetową www.photovoyage.pl wraz z czterema fotoblogami. My rozmawiamy z nimi jako z miłośnikami Bieszczadów, którzy już od ponad 20 lat wiążą swoje życie z naszym regionem.

 

wbieszczadach.net: Skąd pomysł zamienienia gwaru miasta na ciszę bieszczadzkich lasów i gór?

Agnieszka Bilińska: To raczej nie pomysł, a wewnętrzna potrzeba. Co prawda urodziliśmy się oboje w Warszawie i tam spędziliśmy młodość, ale zawsze ciągnęło nas, każde z osobna, do przyrody i podróży. Dlatego wybraliśmy biologię, jako kierunek studiów. Poznaliśmy się na Uniwersytecie Warszawskim i na trzecim roku pobraliśmy. Od tego czasu praktycznie się nie rozstajemy, a wybór drogi życiowej był dla nas prosty – musimy mieszkać w dzikim miejscu, ale też dużo podróżować i spróbować utrzymać się z fotografii. W Bieszczadach byliśmy nieraz i zawsze nam się podobało, a świadomość, że żyją tu niedźwiedzie, wilki i rysie, rozbudzała wyobraźnię. Poza tym Włodka rodzina pochodzi po części z tych okolic. Prababka spod Sambora, babka i ojciec urodzili się we Lwowie, dziadek był przed wojną inspektorem leśnym i mieszkał w Sanoku, a siostra babki w czasie wojny prowadziła ponoć przez chwilę karczmę w Łupkowie. Krótko mówiąc: ciągnęło wilka do lasu.

wbieszczadach.net: Ile już lat mieszkają Państwo w Bieszczadach?

Agnieszka, Włodek Bilińscy: Sprowadziliśmy się, pamiętamy dokładnie, między Świętami Bożego Narodzenia, a Sylwestrem 1989 roku. Zimno było okrutnie, a wicher przeciskał się przez szpary dziurawej jak sito ściany z taką siłą, że powieszony przez nas plakatowy kalendarz wychylał się momentami niemal do poziomu.

wbieszczadach.net: Mieszkacie Państwo w drewnianej chatce prawie przez sześć miesięcy w ciągu roku. Moglibyście ją Państwo opisać w kilku zdaniach?

A., W.B.: Zaczęliśmy od uszczelnienia ścian, a później przez lata remontowaliśmy nasz kochany domek - dawniej nie było łatwo z materiałami budowlanymi oraz, jak to u młodych ludzi, z gotówką. Lokalni fachowcy postawili szamotowy piec i kuchnię, zmieniliśmy dach, a ściany pokryliśmy boazerią, zdrenowaliśmy obejście, posadziliśmy drzewa. Podłogi wymieniliśmy dopiero 2, a może 3 lata temu, kiedy zapadły się pod ciężarem mebli. A tak nawiasem mówiąc, pierwszym naszym meblem był stół do… ping ponga. Dawniej grywaliśmy sporo w dużym pokoju, ale i dziś czasami wyciągamy go ze stodoły. Chatka jest niewielka, raptem dwa pokoje, kuchnia, mała łazienka i jeszcze mniejsza sauna. Nieoceniona po zimowym siedzeniu w czatowni albo wyczerpującym marszu bieszczadzkimi bezdrożami na nartach tourowych.

 bieszczady9 thumb medium479 387

wbieszczadach.net: Od czego zaczęła się Państwa przygoda z fotografią?

Włodek Biliński: To jest jedno z niewielu pytań, na które musimy odpowiedzieć osobno. Agnieszka, jako kobieta, pierwsza. Także dlatego, że to ona przyciągnęła mnie do fotografii.

A.B.: Będąc dziewczynką marzyłam o tym, żeby zostać marynarzem, podróżnikiem albo biologiem. Dziś często żegluję po Bałtyku, dużo wędruję po świecie i robię zdjęcia zwierząt. Chyba można powiedzieć, że spełniły się moje sny. Jako dziecko zapisałam się do kółka fotograficznego w warszawskim zoo. Sama, rodzice dowiedzieli się po fakcie. Tam robiłam zdjęcia małym tygrysom, słoniom i innym egzotycznym zwierzakom. W szkole średniej byłam klasowym fotoreporterem. Dziką przyrodę zaczęłam fotografować dopiero w czasie studiów.

W.B.: Studenckie, beztroskie wyprawy nad Biebrzę czy w Bieszczady, czemu nie, ale poważne fotografowanie…, to nie zaczęło się od razu. Początkowo, jako zakochany młodzieniec nosiłem za Agnieszką ciężki statyw i teleobiektyw. Po pewnym czasie jednak spodobało mi się podchodzenie dzikiego zwierza, wypatrywanie orłów na niebie i sama idea „swobodnego” życia, jaka kojarzyła mi się z byciem fotografem, wolnym strzelcem. Wziąłem do ręki aparat, razem z Agnieszką ukończyliśmy podyplomowe studium fotograficzne na Uniwersytecie Warszawskim i nigdy już nie myśleliśmy o innym zawodzie, niż ten, który tak kochamy, chociaż początki nie były łatwe.

 huculyzima0012

wbieszczadach.net: Można by rzec, że prowadzicie Państwo życie włóczykijów, którzy wspomnienia i przeżycia z odbytych podróży uwieczniają na fotografiach. Czy Bieszczady są inspirującym zakątkiem Polski?

A., W.B.: Jak mało który! Poczynając od malowniczych krajobrazów, przez śliczne i trochę tajemnicze cerkiewki, na dzikich zwierzętach kończąc. My ludzi raczej nie fotografujemy, ale i w tej tematyce fascynujących postaci w Bieszczadach nie brakuje.

wbieszczadach.net: Wydali Państwo ponad 40 albumów i książek, w tym dwie o Bieszczadach. Pracę nad którą z tych publikacji wspominają Państwo z sentymentem i dlaczego?

A., W.B.: „Bieszczady” wydane przez wydawnictwo Bosz z Leska. Jest to album, który tworzyliśmy, będąc już dojrzałymi ludźmi, po przeżyciu tu wielu lat. Przygotowując materiał do tej publikacji poznawaliśmy nasze góry na nowo. Każde miejsce chcieliśmy ukazać inaczej niż dotychczas. Głębiej, poważniej, z innej perspektywy i odmiennymi środkami wyrazu. Przy okazji odkryliśmy miejsca i tematy, które wcześniej przeoczyliśmy. Wydaje nam się, że powstał fajny album.

wbieszczadach.net: Ulubione zdjęcie z Państwa kolekcji związane z Bieszczadami to…

A., W.B.: Orzeł przedni - ciasny kadr, dynamika… Majestat i dzikość tego wspaniałego ptaka, widoczne dzięki wyeksponowaniu potężnego dzioba i groźnych szponów.

 orzelprzedni0032pion

wbieszczadach.net: Mogliby Państwo opisać jak powstało to zdjęcie?

A., W.B.: Kilkanaście lat temu na naszej łące pod lasem zbudowaliśmy czatownię. Był to jednak okres, kiedy bardzo dużo wędrowaliśmy po Polsce, robiąc zdjęcia do kilku albumów i budka poszła w zapomnienie z braku czasu. Dopiero niedawno doprowadziliśmy zdewastowane schowanko do porządku, ponieważ zauważyliśmy, że w pobliżu pojawia się lis. Rudego spryciarza nie udało nam się z niego sfotografować, ale na przygotowanym stanowisku pojawiła się para orłów przednich. Do wizyty w naszej dolinie skusiła je możliwość posilenia się na zabitym przez wilki jeleniu, a przy okazji zajrzały i nam w obiektywy.

wbieszczadach.net: Jaka jest Państwa najbardziej zadziwiająca przygoda związana z Bieszczadami?

A., W.B.: Historia, którą chcemy opowiedzieć, przydarzyła się nam już prawie 20 lat temu, ale zawsze będziemy ją pamiętać. Była jesień, rykowisko w pełni. Bieszczadzka puszcza rozbrzmiewała chórem godowej pieśni. Przed wieczorem wdrapaliśmy się na myśliwską ambonę postawioną na skraju śródleśnej polanki, licząc na wspaniałe ujęcia walczących byków. Zapadł zmrok i nic się niestety nie wydarzyło, zawinęliśmy się więc w śpiwory i poszliśmy spać. Przed świtem zerwaliśmy się i uważnie wypatrywaliśmy jeleni. Po paru godzinach nasz zapał jednak znacznie osłabł i zmęczeni, na zmianę zaczęliśmy przysypiać. Gdzieś w pobliżu stukał dzięcioł, nieco dalej zaszczekała przestraszona sarna. Naraz, niemal w środku dnia, kiedy zwykle drapieżniki dawno już leżą schowane w dzikich ostępach, na polanie pokazał się ryś. Nieśpiesznie przemaszerował na jej środek, położył w trawie i… rozpoczął toaletę. Przez 15 minut obserwowaliśmy to fascynujące zwierzę, jak się myło, a robiło to dokładnie tak jak nasze koty: lizało łapę i nią czyściło się za uszami. Potem ryś przetoczył się na plecy i wywijając wesoło wszystkimi czterema nogami w powietrzu, wyraźnie radował się życiem. Właśnie dla takich przeżyć sprowadziliśmy się w Bieszczady!

 skitouring5 thumb medium481 315

wbieszczadach.net: Jakie jest Państwa ulubione miejsce w Bieszczadach, do którego lubicie wracać i które wzbudza u Państwa sentyment?

A., W.B.: Dolina Sanu pod Otrytem - dzikie łąki, ruiny stojące dziś na skraju bobrowego rozlewiska, żubry i jelenie, a czasem także wilki przemierzające bezkresne przestrzenie, wydry nad rzeką… Panuje tam niesamowita atmosfera.

wbieszczadach.net: W okresie zimowym odbywacie Państwo narciarskie wycieczki. Jaka jest Państwa ulubiona zimowa trasa bieszczadzka?

A., W.B.: Lubimy chodzić po lasach i rozległych łąkach w niższych partiach Bieszczadów, ale najpiękniejsze oczywiście są połoniny, ze względu na niezapomniane panoramy. Ukoronowaniem sezonu jest wymagająca dobrego przygotowania fizycznego pętla Wołosate – Wołosate, przez Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec.

wbieszczadach.net: Są Państwo miłośnikami koni huculskich. Mogliby Państwo opowiedzieć w kilku zdaniach o tych zwierzętach?

A., W.B.: Już prawie od 20 lat  Otryt i Wir pasą się na łąkach w pobliżu naszego domu. Takie mechate miśki. Razem z nimi uczyliśmy się jazdy konnej, a rad udzielał nam Staszek Myśliński (właściciel stadniny "Tabun" w Polanie, jednej z największych w Bieszczadach), za pośrednictwem CB radia, bowiem było to w czasach, kiedy komórki jeszcze tu nie dotarły. Hucuły doskonale sprawdzają się w bieszczadzkim terenie. Nie są płochliwe, z łatwością pokonują strome zbocza i przekraczają wykroty. Są także mało wymagające i dosyć łatwe w hodowli. Dorosłe konie potrafią skutecznie bronić się przed wilkami, a nawet niedźwiedziem. Prawdziwi Bieszczadnicy – twardzi i odważni.

wbieszczadach.net: Czy poza fotografowaniem udzielają się Państwo w bieszczadzkim życiu w inny sposób? Interesuje mnie działalność kulturalna i społeczna.

A., W.B.: Owszem, choć nasze działania zwykle wiążą się jednak z fotografią. Bywamy zapraszani do bieszczadzkich szkół z pokazami zdjęć, mieliśmy także pogadankę - krótki poradnik fotografowania dla uczniów, kiedy indziej występowaliśmy jako jurorzy w lokalnym konkursie fotograficznym. Kilkukrotnie przedstawialiśmy także zestawy zdjęć w Muzeum Parku Narodowego w Ustrzykach Dolnych, włączając się w działalność edukacyjną tej placówki. Ostatnio z grupą przyjaciół bierzemy udział w nieformalnych spotkaniach przyrodniczo-podróżniczych w ustrzyckiej "Piwniczce". Raz w miesiącu w miłej atmosferze odbywają się tam od października 2012 roku pokazy diaporam i filmów, a także toczą interesujące rozmowy o fotografii, zwierzętach i podróżach. Tych dalekich, ale także bliskich. Nie tylko geograficznie, ale również naszym sercom, czyli w ciekawe zakątki Bieszczadów, Gór Słonnych czy Pogórza.

wbieszczadach.net: Jakie są Państwa najbliższe plany zawodowe i czy są one związane z Bieszczadami?

A., W.B.: Jesteśmy ludźmi dosyć aktywnymi zawodowo i oczywiście mamy wiele różnych pomysłów, bardziej lub mniej zaawansowanych, w tym także związanych z Bieszczadami, ale nie chcielibyśmy zapeszać, więc prosimy nam wybaczyć, że nie uchylimy rąbka tajemnicy. Wolimy rozmawiać o zrealizowanych projektach, a informacje o nich publikujemy na naszej stronie www.photovoyage.pl oraz na Facebooku. Najciekawsze sukcesy fotograficzne, spotkania z bieszczadzkimi zwierzętami czy opisy emocjonujących wypraw na połoniny zamieszczamy na fotoblogach: "Fotografia przyrodnicza" oraz "Malownicza Polska".

 wilkblog0007k thumb medium478 340

wbieszczadach.net: Proszę mi na koniec opowiedzieć o Parku Gwiezdnego Nieba Bieszczady.

A., W.B.: O tej inicjatywie dowiedzieliśmy się dopiero niedawno, a więcej szczegółów poznaliśmy podczas prelekcji, którą wygłosił kilka dni temu Pavol Ďuriš, jeden ze słowackich pomysłodawców powstania Parku. Szczerze mówiąc, zapaliliśmy się do tego pomysłu, więc przeczytane później w sieci dyskusje, w których głosy sceptyków były równie częste jak entuzjastów, trochę nas zdziwiły. Pokazały jednak, że na wszystko trzeba patrzeć pod różnymi kątami i z szerszej perspektywy, nie uciekając przed trudnymi pytaniami. A wracając do Parku… Sami o tym nie wiedząc, jesteśmy szczęśliwcami, żyjącymi w miejscu o najczystszym chyba niebie w Europie. Mówimy nie tylko o pyłach w powietrzu, ale też o zanieczyszczeniu światłem podczas nocy. Spore obszary Bieszczadów na pograniczu Polski, Słowacji i Ukrainy pozbawione są wielkich aglomeracji miejskich i oświetlonych rzęsiście zakładów przemysłowych, co w połączeniu z dobrą przejrzystością powietrza, daje doskonałe warunki do obserwacji astronomicznych. Na ciemnym, bieszczadzkim niebie widać po prostu więcej gwiazd i innych kosmicznych obiektów niż gdzie indziej. Na świecie powstało już kilkadziesiąt bodaj Parków Ciemnego Nieba, głównie w USA i Europie, ale gdyby projekt wypalił, nasz, międzynarodowy, byłby największy na kontynencie. Idea jest ogólnie taka, by zachować w Bieszczadach tę niezwykłą czystość powietrza, w obu znaczeniach, a nawet starać się ją poprawić. Na przykład przez rozsądniejszy sposób oświetlenia ulic. Okazuje się, że zmiana latarni z kulistych (bez potrzeby oświetlających także niebo), na modele rzucające snop świetlny w dół, zmniejsza zanieczyszczenie światłem, ale też daje konkretne oszczędności w zużyciu energii elektrycznej, co przekłada się bezpośrednio na stan gminnej kasy. Zarówno lokalne władze, jak i astronomowie, miłośnicy gwiazd, romantycy, a może przede wszystkim nocne zwierzęta, którym światła cywilizacyjne zaburzają orientację lub cykl dobowy, będą zadowoleni.

wbieszczadach.net: Bardzo dziękujemy za rozmowę, a wszystkich zainteresowanych działalnością Agnieszki i Włodka Bilińskich odsyłamy na ich autorską stronę internetową: www.photovoyage.pl.

IV Noce Kultury Galicyjskiej

środa, 11 wrzesień 2013 14:50

 

Powiat Sanocki realizujący projekt „Noce i dnie kultury pogranicza polsko-słowackiego” zaprasza na IV Noce Kultury Galicyjskiej , które rozpoczną się 12 września na dziedzińcu sanockiego zamku o godz.17 spektaklem „Oblężenie” w wykonaniu Teatru Bagatela.

BWA Galeria Sanocka zaprasza: Jan Szczepan Szczepkowski  Powracający cień
 wernisaż: 06.09.2013r godzina 18:00 wystawa trwa do 11.10.2013r
 
Strona 102 z 102
Pogoda Cisna z serwisu

Najbliższe wydarzenia

Brak wydarzeń

Facebook

Nasz kanał YouTube

Artykuły

Atrakcje w Bieszczadach

Ciekawe miejsca w Bieszczadach

Cerkwie, koscioły i cmentarze w Bieszczadach

Szlaki turystyczne w Bieszczadach

Szlaki rowerowe w Bieszczadach

Trasy samochodowe w Bieszczadach

Zabytki w Bieszczadach

Fauna bieszczadów

Flora bieszczadów

Ciekawostki

Ciekawi ludzie w Bieszczadach

 

Kontakt

Bieszczadzki Portal Turystyczny wbieszczadach.net Redaktor Naczelny Piotr Kutiak 663 740 066
 Potrzebujesz reklamy? ZADZWOŃ502 920 384